uluru

Uluru – święta góra Aborygenów

Australijscy Aborygeni nie mają cienia najmniejszych wątpliwości, że to właśnie tu wszystko się zaczęło. Nic dziwnego, że Uluru, mistyczna wielka czerwona skała, trafiła na listę światowego dziedzictwa UNESCO i do dziś jest chętnie odwiedzana przez turystów z całego świata. Niestety, na zdobycie jej szczytu jest już za późno. No cóż, mam nadzieję, że wciąż macie ochotę wybrać się ze mną w podróż do początków Wszechświata. Czas udać się w długą i gorącą podróż do centralnej Australii.

Co to jest Uluru?

Tajemniczy, mistyczny, czarodziejski, niesamowity. Od wieków wciąż jest tak samo ogromny. Dominuje nie tylko w okolicznym krajobrazie, ale także w wierzeniach rdzennej ludności. Do dziś niezaprzeczalny symbol Australii. Wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO wierzchołek jeszcze do niedawna uznawany za największy monolit na świecie. Pomimo swoich rozmiarów (384 metry wysokości, 3.6 kilometra długości, oraz 8 kilometrów w obwodzie) Uluru jest nieustannie oblężony przez turystów przybywających tu z całego świata. Jeszcze do niedawna mieli oni szansę wejść na sam szczyt, aby o wschodzie lub zachodzie słońca przeżyć mistyczne chwile i wznieść lampkę szampana. Trudy podróży były okupione nie tylko potem, ale także krwią, zdrowiem i cierpieniem. Każdego roku dochodziło tu do śmiertelnych wypadków. To jednak nie niebezpieczeństwo i spartańskie warunki, ale wierzenia rdzennej ludności zadecydowały o zamknięciu szlaku. Dziś miłośnikom wędrówek proponuje się „jedynie” podróż dookoła tej najbardziej znanej góry w Australii.

Uluru czy Ayers Rock? Problematyka nazwy

Wybierając się na najbardziej znaną skałę z Australii, najświętsze miejsce tutejszych Aborygenów musimy być gotowi na używanie wielu jej nazw. To efekt skomplikowanej historii związanej z ich powstaniem, która trwale wpłynęła na dzisiejszy język. Uluru, Ooloara, Avers Rock czy The Rock to najczęściej występujące określenia. Tubylcy praktycznie od zawsze używali nazwy Uluru. Czerwone serce Australii od zawsze było częścią ich tradycji i kultury. Dopiero XIX wiek i przybycie białych osadników zmieniło panujące tu zwyczaje. Pierwsze doniesienia w europejskich kronikach opisujące ten unikatowy szczyt znajdziemy w pamiętnikach brytyjskiego podróżnika Ernesta Gilesa. Gdy w 1872 roku ujrzał on niesamowity czerwony masyw nazwał go „zadziwiającym kamykiem”. Na stałe przyjęło się jednak określenie „Ayers Rock”, nadane na cześć premiera Australii Południowej, Henry’ego Ayersa. Nazwa ta nigdy nie została zaakceptowana przez tubylcze plemiona, które dzięki rewolucji dziejowej i przywróceniu pełni praw, w tym własności do świętego miejsca, wprowadzili do oficjalnego języka jej pierwotną formę.

ayers rock
Słynny znak drogowy z kangurem znajdujący się przy autostradzie Stuart, niedaleko góry Uluru

Gdzie leży Uluru?

Najpopularniejsza góra w Australii, szczyt Uluru, znajduje się na środku kontynentu, w obszarze Północnego Terytorium. To główna atrakcja parku narodowego Uluru-Kata Tjuta, położonego w pobliżu miasteczka Yulara (400 km od Alice Springs). Z Sydney to około 3000 km drogi, które można pokonać samolotem w zaledwie 3 godziny Gdybyśmy chcieli wybrać się jednak piechotą to nieprzerwana pielgrzymka trwałaby 515 godzin, czyli ponad 20 dni! Z drugiego, co do wielkości miasta Australii jest nieco bliżej – ponad 2000 km, które możemy pokonać samochodem w niecałą dobę podróży. Jakby nie patrzeć – wyprawa na szczyt Uluru wiąże się z całkiem długą wycieczką…

Jak powstała góra Uluru?

Tak jak miejscowych Aborygenów fascynowała czerwona góra tak dla naukowców jest wciąż nieodgadnioną zagadką. Przeprowadzane badania dowodzą, że szczyt został sformułowany bagatela 600 milionów lat temu. W wyniku ruchów tektonicznych oraz napływających wraz z wodą deszczową osadów powstał dzisiejszy monolit, a więc geologiczny twór składający się z pojedynczego bloku skalnego. Co ciekawe jego naziemna postać ma się nijak do tego, co ukryte jest pod powierzchnią ziemi. Podobnie jak budowa gór lodowych, tak i szczyt Uluru, sięga nawet ponad 2 kilometry w głąb ziemi! Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak zatem wygląda całość?

Góra Uluru składa się przede wszystkim z piaskowca, a jej czerwone zabarwienie jest wynikiem obecności tlenku żelaza w składzie mineralnym. On także odpowiada za zmieniające się kolory pod wpływem różnie padających promieni słonecznych. Wczesnym porankiem góra jest pomarańczowa, w południe zmienia barwy na brązowe po to by pod wieczór lśnić krwistą czerwienią.

Święta góra Aborygenów

Szczyt Uluru zachwyca nie tylko zmieniającymi się barwami, budową czy wymiarami. Takie wzniesienie na równej pustyni każe zapytać również o jego pochodzenie. Nic dziwnego, że fascynował ludzi od zarania dziejów. Miejscowi Aborygeni, którzy kultywują do dziś wielopokoleniowe tradycje i zwyczaje, czczą ziemię wierząc, że duchy przodków nadały jej kształt. To właśnie tu w tzw. Czasie Snu rozpoczął się akt tworzenia świata. Każda dziura czy szczelina opowiada część historii o świecie s umieszczone w licznych jaskiniach malowidła stanowią swoiste ołtarze. Tubylcy wierzą, że Czerwona góra jest także miejscem spotkań bóstw i duchów ich przodków. Nic dziwnego, że nieustannie protestowali przeciwko turystom udającym się na jej szczyt. Determinacja Aborygenów dopiero w ostatnich latach zaowocowała zwrotem ich własności. Wkrótce potem, 26 października 2019 roku zamknięto szlaki turystyczne prowadzące na sam wierzchołek a dla odwiedzających to święte miejsce proponuje się liczne trekkingi wokół monolitu. Czy warto więc odwiedzić to miejsce?

góra uluru
Ayers Rock o zmroku

Zwiedzanie Uluru

Nawet bez wchodzenia na święty szczyt Aborygenów, przyjazd do centralnej Australii wiąże się z niezapomnianymi wrażeniami. Nic dziwnego, że czynny każdego dnia od 5 rado do 9 wieczorem, Park Narodowy Uluru-Kata Tjuta przyciąga wielu turystów z całego świata. Za niecałe 40 australijskich dolarów mamy nieograniczony wręcz dostęp do jedynych w swoim rodzaju atrakcji. Zapierające dech w piersiach widoki podczas podróży wokół szczytu Uluru nie musi wiązać się ze znacznym wysiłkiem fizycznym. Wariantów wycieczek jest naprawdę wiele, w podróży możemy wykorzystać rowery, motory, segwaye czy nawet helikopter! Zwolennicy natury wybiorą zapewne grzbiet wielbłąda. Tajemnice odwiedzanych miejsc przybliżą nam przewodnicy – rdzenni mieszkańcy, prawdziwi Aborygeni. Postoje u lokalnej społeczności zaowocują także praktycznymi umiejętnościami – rzeźbienie w drewnie, malowanie ciała czy manufaktura papieru to przykłady dostępnych atrakcji. Ukoronowaniem dnia pełnego wrażeń będzie obserwacja monumentalnej instalacji artystycznej „Field of light”, która składa się z 50 000 punktów świetlnych umieszczonych na pustynnym obszarze równym siedmiu pełnowymiarowym boiskom piłkarskim. Przenosząc wzrok ku niebu zobaczymy nieskazitelnie czyste australijskie niebo, doskonałe do prowadzenia astronomicznych obserwacji. Kolejny dzień warto poświęcić na zwiedzanie siostrzanych formacji skalnych.

Kata Tjuta, siostra Uluru

Choć dosłowne tłumaczenie aborygeńskiej nazwy oznacza „Wiele głów” to Kata Tjuta określana jest przede wszystkim jako rodzeństwo świętej góry Uluru. Grupa urokliwych olbrzymich monolitów położona jest niecałe pół godziny drogi od najbardziej znanego wzniesienia w Australii. Dominującym szczytem jest wierzchołek Olga, który wznosi się na wysokość 1096 m. n.p.m. (niecałe 500 m nad poziom pustyni). To także święte miejsce dla rdzennej ludności a do dziś funkcjonuje wiele legend z nim związanych. Jedna z najbardziej znanych opowieści dotyczy króla węży Wanambi, który tu mieszka i schodzi na pustynię tylko w porze suchej.

Niewątpliwie Kata Tjuta jest miejscem wartym zobaczenia – niejeden podróżnik powie Ci, że jest to znacznie ciekawsze miejsce niż Uluru… Liczne warianty wędrówek, bogata oferta atrakcji sprawi, że każdy znajdzie tu propozycję dla siebie. Ukoronowaniem aktywnego dnia będzie niezapomniany posiłek składający się z lokalnych specjałów, do których dodany kieliszek australijskiego wina przeniesie Cię w stan prawdziwej euforii i dostarczy sił na kolejne wyprawy.

góra w australii
Kata Tjuta

Przeklęte kamienie

Zwiedzając Park Narodowy Uluru-Kata Tjuta, przepełnieni fascynującymi widokami i wierzeniami lokalnych Aborygenów jesteśmy szczególnie podatni na sugestywne przepowiednie i ostrzeżenia. Jedna z najciekawszych historii dotyczy przeklętych kamieni. Niech nikt z odwiedzających monumentalne i święte wzniesienia nie weźmie na pamiątkę tutejszych kamieni! Nawet najmniejsze urokliwe odpryski skały mogą sprowadzić liczne nieszczęścia. Słuchaj przestrogi przewodnika, a jeżeli uważasz się za chojraka – szybko dołączysz do grona nieszczęśliwych śmiałków, którzy właśnie odsyłają „pamiątki” prosząc miejscową pocztę o natychmiastowe ich odłożenie we wskazanym miejscu. Czy listonosze zdążą spełnić te prośby zanim stanie się kolejne nieszczęście? Chyba nie warto sprawdzać prawdziwości przepowiedni – dowodów słuszności dostarczają wystawione na widok publiczny otrzymane listy z prośbami o zniesienie klątwy. Napisane w każdym języku świata dotyczą tego samego problemu…

Uluru to niewątpliwie jedno z miejsc na Ziemi, które trzeba zobaczyć. Największa świętość tutejszych Aborygenów, prawdziwe czerwone serce Australii, przyspieszy również bicie Twojego serca. Urzekające widoki, surowość panującego klimatu, tajemnice przyrody i wierzenia rdzennej ludności – tego nie da się opisać w jednym artykule. To po prostu trzeba zobaczyć. Zamknięte wejście na szczyt dostarczy wkrótce niewątpliwie kolejnych tajemnic i szczypty adrenaliny chcących zakłócić święty spokój. Czy spadnie na nich zasłużona kara jak w przypadku zwracanych wciąż przeklętych kamieni? Czas udać się w niezapomnianą podróż! Pakując plecak nie musimy martwić się o panujące na pustyni warunki. Kultywujący tradycje Aborygeni dopasowali ofertę do dzisiejszego ruchu turystycznego. Oferują więc liczne wycieczki i niezapomniane atrakcje a także zapewniają należyte zaplecze. Liczne miejsca noclegowe, od spartańskich kempingów po luksusowe hotele chętnie przyjmują nawet najbardziej wymagających gości. Czas więc dołączyć do tego elitarnego grona!