BAŁKANY 2018 – 03 – To już lato!

Dalszy plan zakładał spokojną jazdę na południe. 1 kwietnia był tuż tuż (wtedy otwiera się większość kempingów), więc z praktycznego punktu widzenia nie mieliśmy żadnego powodu, aby gdziekolwiek się spieszyć. Uznaliśmy, że to świetna okazja, aby skreślić jedno z naszych założeń wyjazdowych, czyli nocleg pod Olimpem. Oczywiście na dziko!

Swoją drogą, Wy też żyliście w przekonaniu, że Olimp to góra? 🙂 Przynajmniej w mojej świadomości, prawdopodobnie z lat szkolnych utarło się, że bogowie mieszkali na GÓRZE Olimp (w sumie nadal na wiki są hasła, które tak twierdzą). W rzeczywistości to jest masyw górski, którego najwyższym szczytem jest Mitikas (2918 m n.p.m.). Ot, taka ciekawostka 😉

Z Salonik ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża tzw. Riwiery Olimpijskiej. Przejeżdżaliśmy przez niemal opuszczone poza sezonem miasta widmo – Katerini i Leptokaria, które tkwiły nadal w głębokim śnie zimowym. Minęliśmy niezliczone ilości zamkniętych hoteli i pensjonatów, aby po przejechaniu ok. 100 km zakotwiczyć na chwilę w jakimś spokojnym miejscu – koniecznie z widokiem na masyw 🙂 W międzyczasie odwiedziliśmy jeszcze puściutkiego (a jakże!) Lidla, stację LPG z chyba najtańszym na całej trasie gazem (0,78€), a bogactwo urodzaju świetnych miejscówek sprawiło, że dopiero Gabi i jej burczenie w brzuchu skutecznie pomogły nam w wyborze 🙂

Kolejnego dnia wiedzieliśmy już, że kierujemy się do Myken, ale żeby nie przeciążać latorośli, postanowiliśmy, ten 500 km odcinek podzielić na dwa dni z noclegiem pod pomnikiem Leonidasa w Termopilach. Wizerunek króla Sparty nadal robi wielkie wrażanie, a sam przesmyk i jego okolica pobudzają wyobraźnię. Miejsce, ze względu na bliskość autostrady zdecydowanie warto odwiedzić po drodze na Peloponez, chociaż sam nocleg w tym miejscu raczej nie zostanie przez nas powtórzony. Po zachodzie słońca okolica zrobiła się zupełnie czarna, bez nawet najmniejszego refleksu światła, a dodatkowo znaleźliśmy informację o pobliskim koczowisku uchodźców (źródła termalne). Żadnych przykrych incydentów, co prawda, nie odnotowaliśmy, ale “niesmak pozostał”.

Termopile były naszą 5 nocą z rzędu na dziko, więc nadszedł czas najwyższy na porządną kąpiel, podładowanie sprzętów elektrycznych oraz trochę lenistwa, czyli jednym słowem kemping! Nie licząc krótkiego postoju w celu uzupełnienia zapasów, z autostrady zjechaliśmy dopiero za Koryntem, gdyż przesadny pośpiech jest już zbrodnią przeciwko pięknym krajobrazom Peloponezu!

Mykeny przywitały nas kolejną, po Salonikach, falą ciepła. Tutaj nie było już miejsca na kurtuazję, t-shirt i krótkie spodnie były idealnym strojem na ostatni dzień marca. Koniec, kropka 🙂 Trafiliśmy tam zresztą w doskonałym czasie, gdyż kemping jest z dwóch stron otoczony sadem pomarańczowym, który wlewa się wręcz na jego teren. Sam też posiada dość bujną roślinność, a to wszystko, z racji dość wysokich temperatur, intensywnie w tym czasie kwitło. Zobaczcie zresztą sami: Camping ATREUS, zapach niestety musicie sobie wyobrazić 🙂

Byliśmy we właściwym miejscu we właściwym czasie i wiedzieliśmy, że czeka nas w niedalekiej przyszłości wielkie wyzwanie – ruszyć dalej 🙂

BAŁKANY 2018 – 03 – To już lato!
5 (100%) 7 votes

Read Previous

World Travel Show 2018 – nasze wrażenia

Read Next

Zatoka Kotorska – miłość do Czarnogóry od pierwszego wejrzenia

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *