BAŁKANY 2018 – 02 – Wiosna, ach to Ty

Kolejny dzień obudził nas ok. 8:00 nieśmiałymi promieniami słońca, a termometr pokazywał ponad 3 stopnie Celsjusza. Wiadomo, nie jest to jeszcze szczyt marzeń, ale biorąc pod uwagę nasze ostatnie przygody, jest już całkiem nieźle! Rzut oka za okno, nie ma śladu po śniegu! No i tak powinien się zaczynać każdy poniedziałek! Nasze humory dodatkowo poprawiała perspektywa niecałych 300 km, jakie zostały do Salonik. A Saloniki to już Grecja, a Grecja to już ciepełko. Przynajmniej w teorii.


Nie odwlekając już specjalnie powitania Hellady, z lekkim wręcz pośpiechem przygotowaliśmy sobie i Gabi coś na ząb i ruszyliśmy w dalszą drogę. Nasza karta tego ranka się zdecydowanie odwróciła. Nie dość, że z każdym kilometrem rosła temperatura, to sama droga wyglądała już całkiem nieźle. Mniej więcej połowę drogi do granicy pokonaliśmy autostradą, drugą przyzwoitą “krajówką”. Po ok. 200 km termometr pokazywał już 15 na plusie, przejście graniczne mimo sporego zatoru aut dostawczych i ciężarowych, przekroczyliśmy niemal płynnie, a uśmiechnięci celnicy tylko nam pomachali i życzyli szerokiej drogi. To znaczy, nawet jeśli było inaczej, odcinek do Salonik pamiętamy właśnie tak 🙂


Nadal jednak to był dopiero 26 marca i mimo, że w Grecji znajduje się co prawda kilka całorocznych kempingów, to najbliższy jest pewnie minimum 600 km od nas. Aż tak gnać nie planowaliśmy, poza tym Saloniki wydają się być całkiem przyjemnym miastem i warto by się tu chwilę rozejrzeć. Z pomocą aplikacji park4night znaleźliśmy wzdłuż wybrzeża obszerny parking, który sprawiał przyzwoite wrażenie, aby zostać na przynajmniej jedną noc. Rozglądając się po tym miejscu dość szczęśliwie wpadła na nas para Niemców, którzy “kamperowali” kawałek dalej, w porcie jachtowym. Po chwili rozmowy zdecydowaliśmy się sprawdzić to miejsce, aby ostatecznie stać się (chwilowymi) sąsiadami.


Sam port był dość ciekawie zorganizowany, wyglądał jak teren prywatny i dlatego nie zwrócił na początku naszej uwagi. Dość głęboki zjazd z głównej drogi oraz szlaban przy wjeździe nie wyglądały szczególnie zapraszająco. W środku mały placyk, budka, mini warsztat i oczywiście pomosty, z przypiętymi w większości nie najnowszymi łódkami. W takich miejscach wypada zawsze zapytać, jak będą postrzegać całodobowe towarzystwo i czy nie mają nic przeciwko naszemu biwakowi, dlatego zaraz po wejściu skierowaliśmy się w stronę budki. W środku liczyłem na coś w rodzaju biura, osoby zarządzającej, może recepcji. Spotkaliśmy tylko kilku panów siedzących w gęstym dymie papierosowym i oglądających przy kawie telewizję. Postanowiliśmy mimo wszystko z nimi porozmawiać i (co nas trochę zaskoczyło) Panowie płynnym angielskim zapewnili, że to jest publiczny, darmowy parking i nie ma problemu, aby tu przenocować. Super! Ostatecznie zakotwiczyliśmy tu na dwie noce, a w tym czasie doświadczyliśmy kilku ciekawych sytuacji.


W bezpośrednim sąsiedztwie naszej przyczepy był stolik i kilka ławek wokół niego. Wyglądało to dość niepozornie, były już lekko podniszczone, okazało się jednak, że są dość intensywnie użytkowane przez lokalnych mieszkańców. Poznaliśmy tam m.in. dwie Greczynki, z którymi ucięliśmy sobie krótką pogawędkę. Ni stąd, ni zowąd, z czystego nieba spadło kilka kropel deszczu. Absolutnie nie wyglądało to na większe opady, nasze rozmówczynie stwierdziły jednak, że idzie burza i na nie już czas. Czyste niebo, słońce świeci, “no ok, miło było poznać…”. Minęło 15 minut i rozpętała się taka wichura, że nie nadążaliśmy łapać krzeseł 🙂 Lekcja numer 1: “Słuchaj lokalnych”.

Innym razem w tym miejscu spotkaliśmy dość nacjonalistycznie usposobionego Greka, z którym nawiązała się jednak ciekawa, ponad dwugodzinna rozmowa, od historii Grecji, po obecną sytuację w Europie. Znalazł się tam, gdyż przyszedł jak niemal co dzień popatrzeć po prostu na zachód słońca. Mimo, momentami zbyt radykalnych poglądów, sporo się dzięki niemu dowiedzieliśmy o życiu w tym kraju i ich podejściu do obecnych problemów.

W między czasie na “warsztacie” wyrzeźbiono dla nas nowe szpile (śledzie) do mocowania markizy, gdyż wyjeżdżając nie przewidzieliśmy zapotrzebowania na te elementy. Tzn. my zapomnieliśmy sprawdzić czy je mamy, a poprzedni właściciel przyczepy zapomniał je włożyć przy sprzedaży (Thorben, serdecznie Cię z tego miejsca pozdrawiamy…). Na szczęście nie było to dla nich większym problemem i ogólnie doświadczyliśmy w tym miejscu solidnej dawki greckiej serdeczności. Niby zwykły parking przy porcie, a z chęcią byśmy tam jeszcze wrócili 🙂


Po dwóch dniach spacerów w super-wiosennej-aurze zdecydowaliśmy się ruszyć kawałek dalej na południe. Sporą ciekawostką było nas, że Grecy traktują jednak ten okres jako jeszcze głęboką zimę. Nie było problemem spotkać ludzi w kurtkach i czapkach zimowych. Dla nas temperatury w okolicach 18 stopni to pogoda na t-shirt, a w przypływie euforii nawet na krótkie spodnie i zapewne wyglądaliśmy dla nich tak samo dziwnie, jak oni dla nas 🙂

BAŁKANY 2018 – 02 – Wiosna, ach to Ty
5 (100%) 2 vote[s]

Read Previous

Jak kupić winiety online na Węgry?

Read Next

Kruja – źródło albańskiej dumy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *