Koniec akcji ratunkowej po tragedii w Miami

W nocy z 23 na 24 czerwca doszło do zawalenia apartamentowca Champlain Towers South w Miami. Po długotrwałych poszukiwaniach rannych ogłoszono, że nie ma już żadnych szans na odnalezienie ocalałych. Akcja ratunkowa przeszła w tryb poszukiwania ciał.

Jak doszło do katastrofy?

Champlain Towers South w Miami składał się z ponad 130 mieszkań. Według doniesień „Washington Post”, apartamentowiec zawalił się dzień po tym, gdy pomyślnie przeszedł inspekcję budowlaną.

W trakcie późniejszego dochodzenia okazało się, że budynek wymagał napraw już w 2018 roku. Posiadał bowiem wady strukturalne, a koszt renowacji wyceniono na 9 milionów dolarów. Prace jednak nie zostały podjęte, czego skutkiem było częściowe zawalenie się apartamentowca. Najprawdopodobniej najpierw runęła kolumna podtrzymująca taras nad basenem.

W budynku brakowało systemu odprowadzającego wodę, która nieustannie podmywała konstrukcję, wpływając na jej stabilność i stan strukturalny. Podobnych apartamentowców na Florydzie jest mnóstwo, dlatego władze zapewniają, że teraz zasady inspekcji budowlanych zostaną znacznie zaostrzone.

Akcja ratunkowa

4 lipca 2021 roku wyburzono jeszcze tę część budynku, która się nie zawaliła, ponieważ stwarzała zagrożenie dla służb ratowniczych. W środę, 9 lipca, znaleziono kolejne kilka ciał ofiar, co poskutkowało tym, że akcja ratunkowa została zakończona.

Służby działające na miejscu uważają, że szanse na znalezienie kogoś żywego są zerowe. Od akcji odsunięte zostaną psy ratunkowe oraz urządzenia wychwytujące dźwięki. Pozostaną jedynie osoby przeszukujące gruzowiska w poszukiwaniu ciał.

Łącznie liczba ofiar śmiertelnych wynosi teraz 64 osoby, a 76 wciąż leżą nieodnalezione pod gruzami budynku. Ponieważ do zdarzenia doszło w nocy, wiele osób zostało znalezionych w swoich łózkach.

Nadzieja na wydobycie żywych osób tliła się po wyburzeniu ocalałej części budynku 4 lipca. Mimo tego wśród powstałych szczelin nie udało się odszukać żadnych ocalałych.